
Kobieta z blond włosami siedzi na trawie w parku i medytuje. Źródło zdjęcia: pixabay.com, Binja69
W poniższym artykule znajdziecie: zalety uprawiania medytacji i jak można łatwo zacząć ją stosować. Oprócz tego, odpowiadam w nim na najczęściej pojawiające się wątpliwości jej dotyczące. Zapraszam do lektury!
Spis treści
ToggleOd co najmniej kilku lat, wiele mówi się w przestrzeni publicznej o medytacji mindfulness. W rozmaitych mediach słyszymy o wywodzącej się ze wschodnich tradycji religijnych technice sati, która miałaby zapewniać szczęście i cudowne korzyści zdrowotne. Jej pochodzenie lub sama nazwa mogą sprawić, że może skojarzyć się nam z czymś egzotycznym, a u chrześcijan czy ateistów może to wzbudzać sceptycyzm. Przez cały medialny szum, niejednej osobie, zalety odbywania takiej medytacji mogą się też zwyczajnie wydać rozdmuchanymi. A nawet gdy ktoś już się przekona do tej praktyki, może ona sprawić wrażenie zajęcia trudnego i czasochłonnego. W niniejszym artykule spróbuję odpowiedzieć na tego rodzaju wątpliwości. Postaram się też przekonać, na podstawie danych naukowych, że to jednak jest coś, czemu warto, byś dał/a szansę. Jednocześnie przedstawię jak można zacząć stosować ją w swoim życiu.
Wspomniane wyżej mindfulness po angielsku lub sati po palijsku, to po polsku nic innego jak uważność. O ile w buddyzmie spełnia ona specyficzne duchowe funkcje, tak może być stosowana również przez osoby innych wyznań lub niewierzące – i tak się dzisiaj dzieje.

Słowo „medytacja” może kojarzyć nam się z transem lub intensywną kontemplacją, ale tutaj jest czymś innym. Ten jej rodzaj polega po prostu na tym, aby przez określony czas, głęboko oddychać i robić to świadomie, skupiając się np. na ruchach brzucha, towarzyszącym wdechom i wydechom. Można jednak być też uważnym wobec np. jedzonego owocu, własnych emocji lub odczuć w ciele. Kiedy ujmujemy to w taki sposób, to okazuje się nagle, że to nie jest nic mistycznego.
Medytacja w tym stylu może poprawić stan wielu ludzi, dlatego wykorzystuje się ją nieraz w psychoterapii lub nawet zaleca się ją pacjentom, którzy cierpią z powodu chorób fizycznych. Może ona:

A to nawet nie wszystkie jej zalety! Przy tym wszystkim, trzeba jednak pamiętać, że o ile może ona być wykorzystywana w wyżej wymienionych celach, nie jest to magiczny lek na wszystko. Jeśli Ty lub ktoś kogo znasz, mierzy się z chorobą fizyczną lub psychiczną, należy wiedzieć, że uważność nie zastąpi nigdy lekarza czy psychologa. Ponadto u osób, które korzystają z tego rodzaju techniki nawet kilka godzin w dniu, mogą pojawić się niepożądane efekty uboczne, takie jak paradoksalnie zwiększenie stresu i lęku lub niepokojące halucynacje. Medytacja nie jest też zalecana osobom chorującym na schizofrenię lub inne zaburzenia psychotyczne. Nie dotyczy to jednak większości ludzi, którzy wynoszą z niej więcej dobrego. Po prostu warto wszystko robić z rozsądkiem i obserwować swoje samopoczucie.
Załóżmy, że teoretycznie przekonałaś/eś się po przeczytaniu powyższych słów, że mindfulness może być dla Ciebie dobre. Wciąż jednak pozostaje kwestia tego, czy da się jakoś sensownie wprowadzić je w swoje życie. Dwie kwestie, które warto poruszyć, to wymagany czas i umiejętności. Pierwsza, dobra wiadomość jest taka, że technika ta, może być stosowana po pięć minut dziennie i już zacznie odnosić drobne, pozytywne skutki. A jeśli ktoś jest bardzo zapracowany i nie ma w dniu tej chwili, to może spróbować zastosować to np. przy jedzeniu obiadu – nie rozpraszając się telewizją lub telefonem i skupić się na smaku, temperaturze, fakturze spożywanego posiłku. Druga, dobra wiadomość to fakt, że medytacja nie wymaga żadnego specjalnego przygotowania.
Można zaplanować sobie, w zależności od tego ile ma się czasu wolnego, aby np. poświęcać co drugi dzień sześć minut wieczorem na medytowanie. Potem możesz wydłużać takie sesje, ale warto zacząć na początku od paru chwil, aby nie wpadać w nudę lub frustrację, gdybyś na początku tego „nie poczuł/a”.
Zaczynamy od rozłożenia się wygodnie w jakimś cichym miejscu. Można przyjmować pozycję kwiatu lotosu jak to jest ukazane na zdjęciu artykułu, ale wcale nie trzeba. Można także usiąść czy nawet położyć się. Nastawiamy minutnik na wybrany przez nas czas i zaczynamy oddychać głęboko. Po kolei – wdech i wydech. Możemy zamknąć oczy, choć nie musimy.

Jak urywkowo wspomniano już wyżej, praktykowanie uważności polega najczęściej na skupieniu się na swoim oddechu, ale nie tylko. Chodzi w niej o to, aby przez jakiś czas, skierowywać swoją uwagę ku np. wdychanemu powietrzu lub ruchom klatki piersiowej. Kiedy nasze myśli „odpływałyby” w inną stronę, zauważamy je i akceptujemy, że się pojawiły, ale nie dajemy im płynąć dalej. Zamiast tego, odzyskujemy świadomość oddychania i kontynuujemy. W codziennym życiu jesteśmy pochłonięci tysiącami spraw, przeskakując od jednej do drugiej. Tutaj mamy się na chwilę zatrzymać.
Po chwili minutnik dzwoni, a my możemy uznać tego rodzaju sesję za skończoną. Można próbować robić to samemu, ale jeśli ma się wątpliwości, to w Internecie są setki darmowych filmików w postaci medytacji prowadzonej. Polecam także appki, takie jak Headspace lub Prana Breath. Gdyby kogoś to głębiej zainteresowało, można natrafić też na wiele kursów związanych z mindfulness, również w Polsce.
Powodzenia!